00:00:00:www.napiprojekt.pl - nowa jakoœæ napisów.|Napisy zosta³y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
00:00:00:DVD.SubRip 25fps
00:00:20:Wystêpuj¹
00:01:10:Zdjêcia
00:01:15:Muzyka
00:01:35:Scenariusz
00:01:43:Re¿yseria
00:01:50:Zim¹ 1930 roku, po nieudanym|powstaniu republikañskim w Jacy,
00:01:56:m³ody ¿o³nierz|dezerteruje z armii
00:02:00:i rusza w œwiat by|zacz¹æ nowe ¿ycie.
00:02:07:Luty 1931 roku,|gdzieœ w Hiszpanii
00:02:32:Stój! Rêce do góry!
00:02:38:Sk¹d jesteœ?
00:02:41:- Z Madrytu.|- Dok¹d idziesz?
00:02:45:Odpowiadaj kapralowi!
00:02:48:- Dok¹d idziesz?|- Nie wiem.
00:02:50:Dezerter?
00:02:53:Ja?|Niech ¿yje Galan i Garcia Hernandez!
00:02:57:- S¹dz¹c po wywrotowych okrzykach...|- Zaczekaj!
00:03:00:Na pewno wraca z Jacy!
00:03:02:- Stacjonowa³eœ w Jacy?|- Nie, proszê pana.
00:03:09:Jestem republikaninem.
00:03:11:Wszystko stanê³o na g³owie.|Republikanin z Bibli¹.
00:03:48:Stój!
00:03:49:Puœcimy go?
00:03:49:- A jeœli republikanie wygraj¹?|- S³u¿ymy ojczyŸnie!
00:03:53:Ojczyzna to rz¹d.|A rz¹d mo¿e siê zmieniæ.
00:03:57:Co z tego?
00:03:58:Im szybciej opowiemy siê|za zwyciêzcami tym lepiej.
00:04:04:Musimy pilnowaæ ustalonego porz¹dku.|Takie jest prawo.
00:04:08:W czasie rewolucji w 1854 roku|nasz za³o¿yciel, markiz Ahumada,
00:04:14:zosta³ obalony, bo broni³ rz¹d|przed buntownikami.
00:04:17:Nic z tego!
00:04:18:Dowódca mówi, ¿e Gwardia Cywilna|nie powinna siê mieszaæ do polityki.
00:04:23:Jasne! A babcia ma w¹sy.
00:04:36:Ten, kto wynalaz³ tabakê|powinien zawisn¹æ na haku.
00:04:43:Dobra.|Zdrowie i republika, mój ch³opcze.
00:04:49:Co ty wyprawiasz?!
00:04:50:Jestem wolny?
00:04:52:Stój!
00:04:54:Zaufaj teœciowi, do cholery!
00:04:57:Stanê przed s¹dem wojennym!
00:05:00:Z pewnoœci¹,|jeœli nie opuœcisz tej spluwy.
00:05:03:Najpierw ciê zastrzelê!
00:05:05:Mnie? Dziadka swoich dzieci?
00:05:08:¯ebyœ wiedzia³! Strzelê!
00:05:11:Nie masz jaj, stary.
00:05:13:Zrobiê to!
00:05:17:Sukinsyn wypali³!
00:05:23:B³agam, proszê nie strzelaæ!
00:05:28:Juan! S³yszysz mnie?
00:05:34:Zabi³em go!
00:05:40:I co teraz?!|Co ja powiem ¿onie?!
00:05:47:Chcê umrzeæ!
00:05:50:Muszê zgin¹æ!
00:05:53:Zastrzelê siê!
00:05:58:By³ dobrym, uczciwym cz³owiekiem!
00:06:02:Z powodu takiego drobiazgu!
00:06:06:To by³a chwila szaleñstwa!
00:06:10:Do diab³a z prawem!
00:06:13:Do diab³a z porz¹dkiem|spo³ecznym,
00:06:15:za³o¿ycielem gwardii cywilnej|i Matk¹ Bosk¹!
00:07:37:Dobry wieczór.
00:07:45:S¹ tu jakieœ dziwki?
00:07:48:Jest jedna.
00:07:50:Ale warta grzechu.
00:07:58:Ile za noc?
00:08:00:Masz wymagania.
00:08:02:Pogadaj z Poloni¹. Jest na górze.
00:08:14:Mo¿na?
00:08:17:Dlaczego ci¹gle|przychodzicie na górê?
00:08:20:Przecie¿ zabroni³am.
00:08:22:Powiedziano mi, ¿ebym|spyta³ o Poloniê.
00:08:26:O co chodzi, synku?
00:08:29:Ile za noc?
00:08:32:Dla takich przystojniaków,|dziesiêæ peset.
00:08:36:Ale dopiero po pó³nocy.
00:08:39:Dlaczego?
00:08:41:- Mamy klientów, g³uptasie.|- Która to godzina?
00:08:46:Gramy, czy nie?
00:08:47:Ju¿ idê! Dochodzi dziewi¹ta.|Jad³eœ coœ?
00:08:50:Nie.
00:08:52:Zjedz królika. Dobrze ci zrobi.
00:08:56:Moja siostrzenica nie powinna|przegapiæ takiego ³adnego ch³opaka.
00:09:00:Usi¹dŸ tam, kochanie.
00:09:07:Dok¹d idziesz?
00:09:09:Zróbcie miejsce ch³opakowi.
00:09:16:- Zimno, prawda?|- Jest zima.
00:09:19:Trochê powagi! Gra jest œwiêta!
00:09:22:Don Luis, ostatnie namaszczenie!
00:09:24:Szlag by to trafi³!
00:09:28:Chwileczkê!|Nie skoñczymy partii?
00:09:31:Wybacz, s³ysza³eœ.
00:09:34:W takim razie pójdê z ksiêdzem.
00:09:38:To wstyd, Don Luis!|Jak mo¿na przychodziæ do burdelu!
00:09:41:W³aœnie! Muszê byæ tam,|gdzie grzesznicy - w domu rozpusty.
00:09:45:- Po co wzi¹³eœ tego idiotê?|- Ksi¹dz wie, jaki on jest pobo¿ny.
00:09:49:Kto umiera?
00:09:51:Prudencio. Mu³ go kopn¹³ w g³owê.
00:09:54:Don Manolo, nasze|dni s¹ policzone.
00:09:58:Bóg chyba jednak istnieje.
00:10:00:Ksi¹dz zaczyna wygrywaæ,
00:10:02:wtedy Opatrznoœæ zsy³a mu wiatyk,|¿eby móg³ uciec z fors¹.
00:10:07:- Ostatnie namaszczenie.|- Co za ró¿nica?
00:10:11:Wiatyk to komunia.
00:10:13:W ostatnim namaszczeniu kap³an|robi znak krzy¿a œwiêconym olejkiem.
00:10:16:Proszê.|Ale najpierw zmocz dziobek.
00:10:20:Religijny jakiœ.
00:10:22:Mo¿e umie te¿ graæ w karty?
00:10:25:Trochê.
00:10:28:Œwietnie! JedŸ, jedŸ.
00:10:31:PóŸniej zagramy.
00:10:34:Cholera! A to co?!
00:10:35:- Coœ ty przeskroba³, ladaco?!|- Nic.
00:10:37:Przysiêgam. Jestem dezerterem.
00:10:42:Proszê otworzyæ walizkê.
00:10:53:Holender! Biblia|Cipriano de Valery.
00:10:56:- Jesteœ protestantem?|- Nie, proszê pana. Agnostykiem.
00:11:03:Pójdziesz ze mn¹ do domu.|Zdejmê ci kajdanki.
00:11:08:PóŸniej tu wróæ.
00:11:10:Moja siostrzenica Encarna|bêdzie czeka³a.
00:11:13:¯a³ujê kaprala.
00:11:15:Diabli by wziêli|ca³¹ tê dyscyplinê.
00:11:18:Gdy ni¹ przesi¹kasz,|jesteœ gotów zabiæ w³asn¹ matkê.
00:11:24:- To samo powiedzia³ ten wartownik.|- Brutal!
00:11:27:Swoj¹ drog¹, nieŸle œpiewa³.|Flamenco.
00:11:32:Tak, ch³opcze. W moim ¿yciu trzy|rzeczy bardzo zawiod³y moje nadzieje.
00:11:38:NieŸle gotujesz.
00:11:40:Tak sobie.
00:11:41:Te rozczarowania|zrujnowa³y mi ¿ycie.
00:11:43:£adnie wygl¹da.
00:11:45:Rektor seminarium twierdzi³,|¿e to boskie danie.
00:11:48:By³eœ tam kucharzem?
00:11:50:Bêd¹c na stypendium|trzeba jakoœ dorabiaæ.
00:11:54:Poniewa¿ umiem|ca³kiem dobrze gotowaæ...
00:11:57:Mówi³ pan o swoich|rozczarowaniach.
00:12:00:A tak.
00:12:01:Po pierwsze, nie urodzi³em siê|w kraju niewiernych.
00:12:05:Cz³owiek ochrzczony|jest za³atwiony na cacy.
00:12:09:- Dlaczego?|- Cholera!
00:12:11:Jak to wy, ksiê¿a, mawiacie, chrzest|zostawia niezatarte znamiê na duszy.
00:12:14:Spêdzi³em w seminarium|tylko szeœæ lat.
00:12:16:Po drugie, nie zosta³em|zaci¹gniêty do wojska z powodu nóg.
00:12:21:Dlatego nie mog³em zostaæ dezerterem.|Pij!
00:12:24:Powinieneœ siê pozbyæ|munduru i rogu.
00:12:28:- Spal to natychmiast.|- Nie mogê.
00:12:31:To ciê mo¿e zdradziæ.
00:12:33:Te rzeczy nie s¹|moje. Muszê je oddaæ.
00:12:39:Szlachetna decyzja.
00:12:41:Jak zamierzasz to zrobiæ?|Wyœlesz poczt¹?
00:12:44:Nie. Gdy ju¿ bêdzie republika.
00:12:47:A pañskie trzecie zmartwienie?
00:12:51:To coœ strasznego.
00:12:54:Rzecz w tym,|¿e staje mi tylko przy ¿onie.
00:12:58:Dlatego nie mogê z³amaæ|przysiêgi ma³¿eñskiej.
00:13:02:To ci dopiero paradoks.
00:13:03:Nie mog³em siê zbuntowaæ przeciw|koœcio³owi, wojsku ani ma³¿eñstwu,
00:13:09:choæ, jak wiadomo, s¹ to najbardziej|reakcyjne instytucje w dziejach œwiata.
00:13:14:I oto ja, buntownik,|zdrajca i libertyn z natury,
00:13:19:wiodê sielskie ¿ycie bur¿uja.
00:13:26:Najlepiej posolony|dorsz, jakiego jad³em!
00:13:31:ChodŸ, chodŸ.
00:13:32:Lepiej, ¿ebyœ spa³ tutaj.|Tam nie ma pieca.
00:13:36:- Jak pan sobie ¿yczy.|- Nie b¹dŸ taki sztywny.
00:13:38:Mów mi po imieniu.
00:13:42:Dorzuæ trochê drewna do pieca.
00:13:56:To moja ¿ona.
00:14:13:Przeklêty babsztyl!
00:14:17:Œpimy razem?
00:14:19:Jeœli chcesz,|mo¿esz wyjœæ do innego pokoju,
00:14:23:ale ten dom przypomina lodówkê.
00:14:27:Zreszt¹, tutaj|mo¿esz mi poczytaæ.
00:14:30:Pan jest gejem?
00:14:33:Nie, nic z tych rzeczy.
00:14:35:Powiedzia³em ci,|pod nieobecnoœæ ¿ony
00:14:38:jestem totalnym impotentem.
00:14:41:Mo¿e to z racji wieku.
00:14:43:Cierpiê na bezsennoœæ.
00:14:53:Przeczytaj mi coœ z Biblii.
00:15:04:Stary czy Nowy Testament?
00:15:06:Cokolwiek, ¿ebym móg³ zasn¹æ.
00:15:10:Otwórz gdziekolwiek i czytaj.|Tak robi¹ Anglicy.
00:15:20:,, Taki sam jest bowiem los|cz³owieka i zwierzêcia:
00:15:25:Podlegaj¹ tym samym prawom. "
00:15:27:,, Schodz¹ z tego œwiata tak jedni,|jak drudzy. "
00:15:29:Ksiêga Eklezjasty.|Jesteœmy na dobrej drodze.
00:15:36:,... tak jedni, jak drudzy.|Oddychaj¹ tym samym powietrzem. "
00:15:40:,, W niczym tu cz³owiek|nie przewy¿sza zwierzêcia.
00:15:43:I cz³owiek i zwierzê|- to marnoœæ. "
00:15:45:,, I cz³owieka i zwierzê|czeka ten sam koniec:
00:15:47:Z prochu powstali i|w proch siê obróc¹. "
00:15:51:,, Bo któ¿ wie, czy to prawda,|¿e ¿ycie z cz³owieka ulatuje ku górze,
00:15:55:podczas gdy ze zwierzêcia|zstêpuje do otch³ani ziemi? "
00:16:03:,, Nie ma innego|szczêœcia, jak tylko to,
00:16:05:które cz³owiek mo¿e sobie sam|stworzyæ w³asnymi rêkami. "
00:16:10:,, Bo kto mo¿e sprawiæ,|¿eby móg³ ju¿ cieszyæ siê tym,
00:16:13:co dopiero kiedyœ,|po nim, przyjdzie? "
00:17:32:- Dzieñ dobry, Don Manolo!|- Witaj, Palomo.
00:17:34:Co tutaj robi|przeklêty burmistrz?
00:17:36:Czeka na zespó³ karnawa³owy.
00:17:41:Co za kraj, Fernando!
00:17:44:W Hiszpanii zaczyna siê nowa era,|a burmistrz sobie organizuje karnawa³!
00:17:57:- Dzieñ dobry, Don Manolo.|- Czeœæ, Jezus.
00:18:02:Przykro mi, ¿e wyje¿d¿asz.
00:18:05:Kiedyœ musia³ nadejœæ ten dzieñ.
00:18:08:Nie tylko jad³em jak ksi¹dz,
00:18:11:ale i mia³em siê do kogo odezwaæ.
00:18:15:Jak dla mnie, móg³byœ zostaæ.
00:18:18:Ale teraz, gdy moje córki|wracaj¹ do domu, to co innego.
00:18:22:- Rozumiesz, prawda?|- Jasne.
00:18:25:Nie wiem. Nigdy nie mia³em syna.
00:18:29:Dlatego ciê polubi³em.
00:18:33:Wzajemnie.
00:18:34:Napisz, jak bêdziesz|mia³ jakiœ adres.
00:18:36:Na pewno.
00:18:39:- Przyjecha³.|- Mój, czy z córkami?
00:18:42:Zobaczymy.
00:18:45:- Nie, Manolo. Nie trzeba.|- Bierz jak daj¹!
00:18:59:To poci¹g do Madrytu.
00:19:10:To one!
00:19:12:Có¿. Zdrowie i republika!
00:19:16:Powodzenia.
00:19:23:- Papa!|- Klara!
00:19:28:- Wioleta!|- Jak siê masz, tato?
00:19:34:Tatko!|Œwietnie wygl¹dasz.
00:19:38:To wy jesteœcie takie piêkne.
00:19:42:- Tata!|- Luz! Daj pyska!
00:19:50:- Jak zwykle niechlujnie wygl¹da.|- Daj mu spokój.
00:19:54:- Cuchnie any¿kiem.|- Lubi zgrywaæ mamê.
00:19:57:Bierzemy manatki i jazda do domu.
00:20:00:- Kto to?|- Przyjaciel, ale jedzie do Madrytu.
00:20:03:¯egnaj, Fernando.
00:20:05:Dlaczego przyjecha³yœcie|tak znienacka?
00:20:10:Nie wiesz, co siê dzieje?
00:20:12:W Madrycie jest okropnie.|Strajki, bijatyki, strzelaniny.
00:20:15:Gazety docieraj¹|z 3-dniowym opóŸnieniem.
00:20:49:- Naprawi³aœ?|- Tak, by³ zapchany.
00:20:52:Spójrz!
00:20:54:- Mo¿esz za³o¿yæ sukniê mamy!|- Ju¿ masz dosyæ sprz¹tania?
00:20:57:Pomó¿ mi. Zreszt¹, ja nie idê.
00:21:00:Dlaczego?
00:21:02:- Nie tañczê przy bardach.|- Mê¿czyŸni s¹ tu brutalni.
00:21:06:Przyci¹gaj¹ wo³y na parkiet|i siej¹ zamieszanie.
00:21:10:Przecie¿ tata ostrzega³.
00:21:11:- O wilku mowa.|- Luz, otwórz.
00:21:15:Oczywiœcie. Zawsze ja!
00:21:25:Ch³opak z dworca!
00:21:29:Tak. Poci¹g mi uciek³.|Zasta³em Manolo?
00:21:33:Nied³ugo wróci. WejdŸ na górê.
00:22:09:Luz, kto to by³?
00:22:13:Przyszed³ do taty.
00:22:18:Dzieñ dobry|Mam nadziejê, ¿e nie przeszkadzam?
00:22:21:Ale¿ sk¹d! Zapraszamy!
00:22:28:Jutro karnawa³.
00:22:32:By³ na dworcu.|Uciek³ mu poci¹g.
00:22:36:By³em w miasteczku,|ale tam nie ma ¿adnego pensjonatu.
00:22:41:Poniewa¿ przedtem mieszka³em tutaj,|pomyœla³em...
00:22:49:Stacjonowa³em na|lotnisku w Madrycie.
00:22:53:Galan i Garcia Hernandez|zginêli czternastego grudnia,
00:22:57:ale powstanie trwa³o.
00:22:59:W radiu og³osili:|,, Proklamowano republikê. Graæ pobudkê! "
00:23:04:To ja by³em trêbaczem,|wiêc zagra³em.
00:23:07:- Zagraj teraz!|- Mów dalej. Nie zwracaj na ni¹ uwagi.
00:23:10:Nad Madrytem lata³y samoloty,|ale by³ spokój.
00:23:14:Ramón Franco nie|zbombardowa³ pa³acu,
00:23:18:bo zobaczy³,|¿e w pobli¿u bawi¹ siê dzieci.
00:23:20:- Biedactwa!|- Kiedy uciek³eœ?
00:23:24:Po przybyciu wojsk rz¹dowych.
00:23:27:Gdy zobaczy³em, ¿e nasi dowódcy|uciekaj¹ samolotem do Portugalii,
00:23:31:spakowa³em manatki|i wzi¹³em nogi za pas.
00:23:34:- Dok¹d poszed³eœ?|- W góry.
00:23:37:Ukrywa³em siê ponad miesi¹c.
00:23:39:- Co jad³eœ?|- Wszystko, co znalaz³em.
00:23:42:G³ównie kapustê. Mnóstwo kapusty.
00:23:46:Z pól. Gdzie spa³eœ?
00:23:48:Gdziekolwiek. Czêsto|w koœcio³ach.
00:23:51:Spêdza³em noc na ³awie|i ogrzewa³em siê œwieczkami.
00:23:55:- Dok¹d szed³eœ, gdy ciê z³apali?|- Do La Coruna.
00:23:59:Chcia³em pop³yn¹æ do Ameryki.
00:24:01:Dobrze, ¿e spotka³eœ tatê.
00:24:04:- Zagraj.|- Myœlisz, ¿e to saksofon?
00:24:08:- Nie widzisz, ¿e on je?|- Nic nie szkodzi.
00:24:15:Zwyk³a pobudkê czy odœwiêtn¹?
00:24:19:Powiedzia³em Unamuno:|,, Mylisz siê, Don Miguelu! "
00:24:24:Wiesz, jaki on jest, prawda?|WyobraŸ sobie, jak zareagowa³.
00:24:30:Wyobra¿am sobie.
00:24:32:Kiedy ostatnio przys³a³ list?
00:24:34:Co to?
00:24:36:To jest, mój drogi Luisie,|pieprzony seminarzysta.
00:24:40:SpóŸni³ siê na poci¹g,|gdy wyniucha³ cipki moich córek.
00:24:43:Bój siê Boga, cz³owieku!
00:24:53:- Piêknie!|- Jaka pogodna!
00:24:55:- Œlicznie!|- Ale masz silne p³uca!
00:25:00:- Dobry wieczór!|- Spójrz, kto przyszed³, tato!
00:25:02:Tak, widzê.
00:25:04:SpóŸni³eœ siê na poci¹g, prawda?
00:25:08:Jak pan siê miewa, Don Luis?
00:25:10:Nie tak dobrze, jak wy.|Z ka¿dym dniem piêkniejecie.
00:25:15:Co tak piêknie pachnie?
00:25:17:Fernando jest œwietnym kucharzem.
00:25:20:Tak, tak, wiem o tym.
00:25:24:Zdrowie i republika, mój synu.|Dziêki Bogu, ¿e zosta³eœ.
00:25:29:- Co to?|- Kurczak z papryk¹.
00:25:33:W miasteczku nie ma pensjonatu.
00:25:37:Mog³eœ pójœæ do Polonii.
00:25:40:Tato! Jak móg³by? Do tej dziury?!
00:25:44:Nie pomyœla³em o tym.
00:25:46:Biedna Encarna|pewnie wci¹¿ na ciebie czeka.
00:25:59:To tutaj, mamo.
00:26:03:Gotowi?
00:26:09:Zdaje siê,|¿e czeka nas muzyczny wieczorek.
00:26:18:To ten nauczyciel!
00:26:20:Oto melodie, które król Dawid|nuci³ piêknym dziewczêtom.
00:26:25:Dzisiaj to my œpiewamy je|najœliczniejszym panienkom.
00:26:30:PrzebudŸ siê,|przebudŸ, o ukochana.
00:26:33:Za oknem œwit, pora ju¿ wstawaæ.
00:26:36:Ptaszki æwierkaj¹, najwy¿szy czas,|ksiê¿yc ju¿ schowa³ sw¹ z³ot¹ twarz.
00:26:53:Synku! Wracaj¹ do domu!
00:26:55:Mo¿emy wejœæ?
00:26:57:Przyszed³em z mam¹!
00:26:59:Ten ch³opak|jest coraz bardziej szurniêty.
00:27:03:Nauczycielom to siê zdarza.|To wskutek przebywania z dzieæmi.
00:27:10:- Co s³ychaæ, Dona Asun?|- Coœ strasznego, moja droga.
00:27:13:Teraz nawet wartownicy Gwardii|Cywilnej pope³niaj¹ samobójstwa.
00:27:17:I to podwójne. Straszne czasy|dla porz¹dnych obywateli.
00:27:21:- Nie jesteœ w ¿a³obie?|- ¯a³obê nosi siê w sercu!
00:27:24:Nie zwracam siê do pana.
00:27:26:- Niech ¿yje Chrystus Król!|- Niech ¿yje! Niech ¿yje!
00:27:30:Nie wstyd ci podejmowaæ|ksiêdza bezbo¿nika?
00:27:37:- Có¿ to za m³odzieniec?|- Nasz kuzyn.
00:27:39:Przystojny.|Na czym to skoñczyliœmy?
00:27:42:Bransoletka, mamo.
00:27:44:Wrêcz j¹.
00:27:46:Mamo, nie tak!|Najpierw twoje przemówienie.
00:27:50:Ach tak!
00:27:51:Wola³abym siê zwi¹zaæ|z rodzin¹ karlistów,
00:27:55:ale lepsi republikanie|ni¿ zwolennicy Burbonów.
00:28:00:Do rzeczy, mamo.
00:28:02:Juanito jest jedynakiem,|dlatego go rozpieszczam.
00:28:10:Wiem! Drzwi, drzwi, drzwi.
00:28:13:Don Manolo, mo¿na kapkê wina?
00:28:16:Gdy siê dowiedzia³,|¿e dziewczêta wróci³y,
00:28:19:umy³ nogi i powiedzia³:
00:28:20:,, Mamo, skoro ju¿ jest zespó³, zaœpiewamy|serenadê pod domem Don Manolo
00:28:24:i poprosimy o rêkê. "
00:28:27:O czyj¹ rêkê?
00:28:30:Mojej dziewczyny.
00:28:31:- Nic nie mówi³aœ.|- O czym tu mówiæ?
00:28:35:To bransoleta zarêczynowa|mojej babci, mamy i moja.
00:28:40:Powiedzia³eœ jej,|¿e bêdê z wami mieszka³a?
00:28:43:PóŸniej, mamo. £adna?
00:28:45:Piêkna.
00:28:46:Naprawdê chcesz wyjœæ za niego?
00:28:49:Nie wiem.
00:28:51:Kiedy to rozmawialiœmy|o ma³¿eñstwie?
00:28:53:Napisa³em o tym wiersz.
00:28:56:Nie kochasz go zatem?|Dziêkujê, skarbie.
00:29:00:Wracamy do domu.|Bêdzie ci lepiej z matk¹!
00:29:03:Przepraszam, to nie moja wina.|Zaœlepi³o go po¿¹danie.
00:29:07:Koœció³ p³onie!
00:29:09:Don Luis! Zakrystian oszala³!|Podpali³ koœció³!
00:29:13:Jasna cholera! Gdzie mój beret?!
00:29:16:- Co w niego wst¹pi³o?|- To wina tego ksiêdza-heretyka!
00:29:20:Odpieprz siê, senora!
00:29:22:Nie dosta³ podwy¿ki|i zosta³ anarchist¹!
00:29:29:ChodŸmy do koœcio³a, Juanito.|Trzeba odprawiæ pokutê.
00:29:32:Rocio, powiedz jej,|¿e jesteœmy zarêczeni!
00:29:34:¯e zakochaliœmy siê w lecie,|gdy szukaliœmy krabów!
00:29:47:- Uwa¿aj. Jeden stopieñ jest pêkniêty.|- Tak, widzê.
00:29:54:Bêdzie ci tu bardzo wygodnie.
00:30:04:Materace s¹ wypchane liœæmi kukurydzy.|S¹ miêciutkie.
00:30:13:Podaj poœciel.
00:30:34:Widzia³eœ tego idiotê?
00:30:35:To nic was nie ³¹czy?
00:30:37:Nic. Jedynie przyjaŸñ.
00:30:41:W lecie trochê siê wyg³upialiœmy,|to wszystko.
00:30:47:Tutaj lato jest wspania³e.
00:30:50:Gdybyœ móg³ wtedy przyjechaæ,|by³oby zupe³nie inaczej.
00:30:53:Dlaczego?
00:30:56:Przyje¿d¿amy tu w ka¿de wakacje.
00:30:58:- I co robicie?|- Wiele rzeczy.
00:31:01:JeŸdzimy na pikniki,|p³ywamy w rzece...
00:31:07:£owimy kraby.
00:31:09:Nie b¹dŸ z³oœliwy.|Juanito nic dla mnie nie znaczy.
00:31:14:Myœli, ¿e skoro jest taki bogaty,|to wszystkie na niego lec¹.
00:31:17:Nic z tego.
00:31:21:Podaj podgrzewacz.
00:31:29:Bêdzie ci cieplutko.
00:31:34:- Co chcesz na œniadanie?|- Zostaw to mnie.
00:31:38:To œwietnie. Kiepskie|z nas kucharki.
00:31:41:- Tata na pewno zd¹¿y³ ci powiedzieæ.|- Tak.
00:31:47:Co robisz?
00:31:48:Ja?
00:31:49:Na œniadanie.
00:31:52:- Lubicie sma¿ony chleb?|- Bardzo.
00:31:58:Jeœli przyjadê latem,|pójdziemy razem nad rzekê?
00:32:04:Bêdziemy ³owiæ kraby?
00:32:07:Jeœli chcesz.
00:32:12:Oszala³eœ? Do jutra.
00:32:17:W razie potrzeby|nie musisz schodziæ.
00:32:23:Podgrzewacz!
00:32:26:Naprawdê!
00:32:35:- Rocio! Co siê sta³o?!|- Nic, tato!
00:32:39:Ju¿ idê!
00:32:47:Powiedzia³am,|¿e przyje¿d¿amy tu w wakacje
00:32:49:i œwietnie siê bawimy.|On te¿ chce przyjechaæ.
00:32:54:- Oczywiœcie na kraby.|- Po prostu chce pop³ywaæ w rzece.
00:33:00:Biedactwo.
00:33:04:- Kto? Fernando?|- Nie, Higinio.
00:33:08:Dlaczego wspominasz o swoim mê¿u?
00:33:10:Higinio uton¹³ w rzece.
00:33:13:Rzeczywiœcie.
00:33:16:- Zawsze, gdy sobie przypomnê...|- To przestañ myœleæ.
00:33:21:Tamtego dnia zrobi³ tak¹ smaczn¹ paellê,|pamiêtasz?
00:33:25:- Zna³ siê na ry¿u.|- I na niczym wiêcej.
00:33:29:To prawda.
00:33:33:Gdyby tak mi zrobi³ dziecko|zamiast tej paelli!
00:33:39:Mów dalej.
00:33:40:Gdy ogrzewa³am poœciel,|nagle mnie poca³owa³.
00:33:47:By³ wtedy nagi?
00:33:49:S³yszycie to dziecko?
00:33:50:Jestem dziewic¹, ale nie idiotk¹.
00:33:54:- Luz, przestañ!|- Poca³owa³ ciê i uciek³aœ?
00:33:58:Idiotka. Fernando jest cudowny.
00:34:01:Udawaj, ¿e nie jest.
00:34:03:Nie potrzeba nam|¿adnych problemów.
00:34:11:"Sygnatariusze s¹|po waszej stronie,
00:34:14:gotowi zjednoczyæ siê|w ramach jednej partii
00:34:18:i utworzyæ wielk¹ koalicjê
00:34:21:oddan¹ s³u¿bie Republice. "
00:34:23:Kim s¹ ci sygnatariusze?
00:34:25:Ortega y Gasset, Gregorio Maranon|i Perez de Ayala.
00:34:30:- To pionki!|- A Don Miguel?
00:34:34:Nie widzê jego nazwiska,|ale to drobiazg.
00:34:35:Król przyj¹³ dymisjê Berenguera|i spotka³ siê z Ramanonesem.
00:34:39:Tato, jesteœmy!
00:34:41:- Fernando, idziemy.|- Do widzenia, Don Luis.
00:34:43:Zobaczymy, co teraz zrobi|ten wœcibski Ramanones.
00:34:46:Skoro Unamuno siê nie podpisa³...
00:34:52:- Witaj, Fernando.|- Witaj.
00:34:55:Wci¹¿ nudzi o|przeklêtym Don Miguelu.
00:34:58:Unamuno jest poet¹,|a nie myœlicielem.
00:35:02:Wybacz swemu ludowi, Panie!
00:35:10:Tato.
00:35:11:- Czy mogê pójœæ na potañcówkê?|- A kto powiedzia³, ¿e nie mo¿esz?
00:35:17:Nie smuæ siê ju¿ d³u¿ej|i wybacz nam, Panie!
00:35:32:Za du¿a na mnie.
00:35:35:- Co robicie?|- Wybieramy stroje karnawa³owe.
00:35:38:- A co ty za³o¿ysz?|- Ja?
00:35:40:Nic. Nie idê.
00:35:42:Dlaczego? Rozerwij|siê, póki mo¿esz.
00:35:45:Nie wiem. Ale nie|bêdê siê przebiera³.
00:35:49:To by³oby w sam raz.
00:35:52:Odepnijcie mu szelki!
00:36:04:Co wy robicie?!
00:36:17:Dajcie mi spokój.|Nie idê w tym stroju. Wstydzê siê!
00:36:20:- Œwietnie wygl¹dasz.|- Nie wyg³upiaj siê.
00:36:23:IdŸcie. Przyjdê póŸniej.
00:36:31:Wygl¹dasz jak sto nieszczêœæ.
00:36:56:Zrób tak.
00:37:07:Jesteœ piêkna.
00:38:12:Z drogi! Przejœcie dla dziecka!
00:38:46:Rocio!
00:38:48:£adnie. Co to za przebranie?
00:38:50:To nie przebranie.|Mundur mojego dziadka.
00:38:52:- Pasuje do ciebie.|- Dlatego go za³o¿y³em.
00:38:56:- Nie, nie tañczê.|- Ja te¿ nie.
00:38:59:Proszê, twoje listy i zdjêcia.
00:39:01:- Co to ma znaczyæ?|- S³ysza³aœ.
00:39:04:A co by³o wczoraj?
00:39:06:Nie moja wina,|¿e twoja matka jest reakcjonistk¹.
00:39:09:Jej w to nie mieszaj!
00:39:10:Spójrz!
00:39:12:Tutaj.
00:39:13:,, Drogi Juanito, dosta³am twój wiersz.|Jestem zaskoczona. " I twój podpis.
00:39:18:Wiedzia³aœ, ¿e chce ciê poœlubiæ!
00:39:20:Braæ œlub to nie to samo,|co kupowaæ sztukê miêsa w sklepie.
00:39:25:- To oddaj bransoletê mojej mamy.|- Nic z tego.
00:39:29:Jak to? Nie rozumiem.
00:39:31:ChodŸ tu, g³uptasie.
00:39:34:- Przecie¿ jesteœmy zarêczeni.|- Ja jestem, ty nie!
00:39:37:Oczywiœcie, ¿e tak.|Ale zrozum, ¿e potrzebujê trochê czasu.
00:39:42:Przynieœ nam coœ do picia.|Porozmawiamy póŸniej.
00:39:46:- Lemoniadê?|- Coœ ch³odnego.
00:39:54:- ¯al mi go.|- Dlaczego?
00:39:56:- Jak ty go traktujesz?|- Co zrobiæ? Przecie¿ to g³upek.
00:40:01:Faktycznie.
00:40:06:Cieszê siê,|¿e Ramanones doszed³ do w³adzy.
00:40:08:Ca³a sprawa z t¹ republik¹|rozejdzie siê po koœciach.
00:40:13:Nadal mo¿esz byæ burmistrze|i zarabiaæ 50 procent na po¿yczkach.
00:40:17:Przynajmniej jestem uczciwy,|nie to co ten zakrystian.
00:40:22:Co ci siê nie podoba|w nowym rz¹dzie?
00:40:25:Ale¿ nic.|Có¿ za gabinet.
00:40:29:Minister stanu: Romanones.
00:40:48:Minister sprawiedliwoœci:|Garcia Prieto.
00:40:52:Doradca Hiszpañskiego|Banku Kredytowego.
00:41:03:Wola³by pan bandê|rewolucjonistów?
00:41:07:Alcala Zamora jest|rewolucjonist¹?
00:41:10:Codziennie przyjmuje œwiêt¹ komuniê.|IdŸ pan do diab³a.
00:41:54:- Nie jesteœ zazdrosna?|- O kogo?
00:41:57:O oboje.
00:41:59:Tak. Jestem.
00:42:41:Wasze napoje.|Wybaczam ci.
00:42:46:ChodŸ, zatañczymy.
00:42:48:- Powiedzia³eœ, ¿e wybaczy³eœ!|- Tak, ale koœció³ potêpi³ tango.
00:42:53:Pius X zabroni³ je wykonywaæ.
00:42:56:- Co on wie o tañczeniu?|- Papie¿ wie wszystko.
00:42:58:Jest nieomylny.
00:43:02:Co za wstyd.
00:43:23:- Co siê sta³o?|- Ja ju¿ nie tañczê.
00:43:50:- Jesteœ sama, go³¹beczko?|- OdejdŸ.
00:43:55:Spójrz, kotku. Nie|zgrywaj cnotki.
00:44:12:Zaczekaj! Mój but.
00:44:20:- Zachowywa³aœ siê zupe³nie jak facet.|- Jestem nim.
00:45:05:Cholera!
00:45:06:Spokojnie.
00:45:23:ChodŸ.
00:45:26:- WejdŸ na górê.|- Tutaj?
00:45:28:W³aŸ.
00:45:56:- I co teraz?|- A jak myœlisz?
00:47:15:Z³ó¿ jêzyk.
00:47:19:Teraz dmuchaj.
00:47:22:Dmuchaj, do cholery!
00:47:24:Wiecie, ¿e wczoraj|nie chcia³ zatañczyæ tanga?
00:47:28:To wp³yw jego matki.
00:47:30:Kochasz go, czy nie?
00:47:33:Chyba kocham.|Trudno nie kochaæ tego idioty.
00:47:36:Ale go nie lubiê.|¯eby za kogoœ wyjœæ trzeba go lubiæ.
00:47:40:Teoretycznie.
00:47:42:Myœlisz, ¿e od razu pokocha³am Higinio|mimo jego w³osów w nosie?
00:47:46:- I?|- Przyzwyczai³am siê do niego.
00:47:50:Z ka¿dym dniem|coraz bardziej mi go brakuje.
00:47:52:To dlatego, ¿e nie|widzisz jego w³osów.
00:47:55:Nie oszukuj siê.|Kobieta potrzebuje mê¿czyzny.
00:47:59:- Zw³aszcza noc¹.|- Masz racjê.
00:48:03:Nawet Wioleta.
00:48:06:- Co to znaczy?|- Obiecaj, ¿e nikomu nie powiesz.
00:48:10:Obiecujê. Mów.
00:48:19:Wioleta?
00:48:29:- Witaj, Fernando.|- Czeœæ.
00:48:31:- Widzia³aœ Wioletê?|- Nie.
00:48:33:- Spójrz.|- Co to?
00:48:35:Przeœcierad³o.
00:48:38:- Jak myœlisz, do czego?|- Nie mam pojêcia.
00:48:42:- ChodŸ, zobaczysz.|- Dok¹d?
00:48:45:Do studia. Spodoba ci siê.
00:48:46:Tata ci nie powiedzia³,|¿e jest malarzem?
00:48:53:Od lat tu nie przychodzê.
00:48:55:Podda³em siê w dniu, gdy zrozumia³em,|¿e malarstwo jest skoñczone.
00:49:00:Po co malowaæ,|skoro wszystko ju¿ namalowano?
00:49:04:Postanowi³em szanowaæ p³ótno.
00:49:08:Oto moja ostatnia praca.
00:49:12:- Mama twierdzi, ¿e tata siê leni.|- Mo¿e ma racjê, ale znasz j¹.
00:49:17:Pewien Rosjanin skrad³ mi ten pomys³.|Malevich.
00:49:20:Ale spójrz. Spójrz na datê.
00:49:23:By³em o rok szybszy.
00:49:25:Manolo...
00:49:26:- Muszê ci coœ powiedzieæ.|- Mów.
00:49:33:- Zakocha³em siê.|- Wiedzia³em.
00:49:38:Dlatego wtedy radzi³em,|¿ebyœ wyjecha³.
00:49:42:Teraz straci³em przyjaciela|i zyska³em ziêcia.
00:49:47:- Zawsze bêdziemy przyjació³mi.|- Nie b¹dŸ naiwny.
00:49:50:Kim jest ta szczêœciara?
00:49:54:- Rocio?|- Nie, nie.
00:49:57:Wioleta.
00:50:12:Jedziesz do miasta?|PrzywieŸ zapa³ki.
00:50:14:Sama sobie przywieŸ, ty szmato!
00:50:22:- Co siê sta³o?|- A jak myœlisz?
00:50:26:Te¿ na coœ liczy³a.
00:50:28:- Nie na pusty ¿o³¹dek.|- Pij. Potrzebujesz tego.
00:50:32:Zupe³nie jak w powieœci.
00:50:37:Ten romans nie ma szans.
00:50:40:Dlaczego?
00:50:43:Poniewa¿ Wioleta...
00:50:46:S³uchaj. Powiedzia³eœ jej?
00:50:49:Czy jej powiedzia³em?
00:50:51:Co mam jej powiedzieæ?
00:50:54:Po tym, co siê|wczoraj wydarzy³o...
00:50:57:¯artujesz chyba?
00:51:00:To znaczy, ¿e dosz³o|do kopulacji?!
00:51:04:Cud!
00:51:06:To cud!
00:51:17:- Wioleta, kochanie, uca³uj tatê!|- Co siê sta³o?
00:51:21:Uca³uj.
00:51:24:Oby mój pierwszy wnuk by³ ch³opcem!|Mam doœæ kobiet w rodzinie.
00:51:28:Zwariowa³eœ?
00:51:31:- Dlaczego powiedzia³eœ?|- Nie mog³em go ok³amaæ.
00:51:34:Wczorajsza noc nic nie znaczy,|rozumiesz? Nic!
00:51:38:ZejdŸ mi z oczu!
00:51:40:Dlaczego? Chcê siê z ni¹ o¿eniæ!
00:51:43:Synku, jak mo¿na siê|o¿eniæ z mê¿czyzn¹?
00:51:49:Coœ nie tak?
00:52:14:Ale ze mnie idiota!
00:52:30:Nie gniewaj siê na ni¹.
00:52:32:To wina mamy. Chcia³a,|¿eby Wioleta by³a ch³opcem.
00:52:37:Kupi³a same niebieskie ubranka.|Córkê ju¿ przecie¿ mia³a.
00:52:42:Ubiera³a siê na niebiesko,|a¿ do pierwszego okresu.
00:52:44:Ojciec nic nie mówi³?
00:52:47:Nie. ¯y³ swoim malarstwem.
00:52:51:Wielki wp³yw na Wioletê|wywar³a spowiedŸ.
00:52:56:- Myœla³em, ¿e jesteœcie ateistami.|- Tak, by³yœmy u pierwszej komunii.
00:52:59:Mama uwielbia³a nas|w piêknych sukniach.
00:53:03:W przypadku Wiolety|by³ to strój marynarski.
00:53:07:Co z t¹ spowiedzi¹?
00:53:09:Wioleta stanê³a|razem z ch³opcami.
00:53:12:Ksi¹dz wypytywa³ j¹ o lubie¿ne|zachowanie, wyobra¿asz sobie?
00:53:17:Oj tak.
00:53:20:Juanito z matk¹!
00:53:25:Co siê sta³o?
00:53:26:Nalega bym przymierzy³a|sukniê œlubn¹ jego matki.
00:53:29:- Mo¿e j¹ trzeba poprawiæ.|- Ani siê wa¿!
00:53:32:I uwa¿aj, ¿eby nie pobrudziæ!
00:53:37:Bior¹ œlub?
00:53:38:Juanito to dobra partia.
00:53:43:Sam zrób kanapki.|Pójdê popatrzeæ.
00:53:48:Dobrze. Dziêkujê za wszystko.
00:53:53:Oddaj moj¹ Bibliê, Manolo.
00:53:57:¯artujesz?
00:54:06:Ja wysz³am za biskupa,|który by³ moim wujkiem.
00:54:10:Macie jakiegoœ|biskupa w rodzinie?
00:54:12:- A mo¿e kardyna³a?|- Nie, nie mamy.
00:54:14:Czy Juanito mo¿e wejœæ?|To twój narzeczony.
00:54:18:Jak ³adnie ci w tej sukni.
00:54:21:Jaka ona jest piêkna!
00:54:24:Ale nie ma wujka-biskupa. Szkoda.
00:54:28:Liczy siê sakrament, prawda?
00:54:31:Tak, ale z biskupem|jest dostojniej.
00:54:35:Wspomnia³eœ o podró¿y poœlubnej?
00:54:37:Mama mówi,|¿e powinniœmy pojechaæ do Rzymu.
00:54:39:Co ty na to?
00:54:40:Zobaczycie papie¿a i katakumby.
00:54:43:- Sama nie wiem.|- Mo¿emy te¿ wybraæ Pary¿.
00:54:46:Mówiê o œlubie.|Poczekajmy na proklamacjê republiki.
00:54:51:Wtedy bêdziemy mogli|uzyskaæ rozwód.
00:54:56:Mój syn rozwodnikiem? Nigdy|Zdejmuj sukniê, ty bezwstydnico!
00:55:01:Dona Asun, proszê siê uspokoiæ!
00:55:04:Z przyjemnoœci¹!
00:55:07:I wsadŸ j¹ sobie do ty³ka!
00:55:13:- Rocio!|- I welon te¿!
00:55:16:- Jak œmiesz?!|- Uspokój siê, mamo!
00:55:19:Z³ap j¹ za nogi!
00:55:23:- Do jutra jej przejdzie.|- Precz!
00:55:26:- Nie pokazuj mi siê wiêcej na oczy!|- Ale ja nic nie zrobi³em. To ona!
00:55:41:Juanito! Zostaniesz mnichem!
00:56:44:Fernando, jestem|taka nieszczêœliwa!
00:56:48:Nie p³acz.
00:56:58:Jesteœ taki dobry!
00:57:06:- A drzwi?|- Do diab³a z nimi.
00:57:08:ChodŸ tu, ty ma³y diable.
00:57:21:Twoje spodnie...
00:57:42:- Co to by³o?|- Wiatr. Nie przerywaj!
00:58:01:A ja jak idiotka|sma¿y³am mu omlety.
00:58:37:Nie podoba³o ci siê?
00:58:40:Jak mog³o siê nie podobaæ?
00:58:43:Ale jak ja powiem twemu ojcu?
00:58:45:O czym?
00:58:49:¯e ciê kocham.
00:58:52:Po co mia³byœ mówiæ?
00:58:55:Inaczej nadu¿y³bym jego zaufania.
00:59:00:Jeœli to zrobisz,|nadu¿yjesz mojego.
00:59:04:- Nie rozumiem?|- A Juanito?
00:59:07:Co? Wiêc go kochasz?
00:59:11:Nie o to chodzi, ale...
00:59:13:Co ty wyprawiasz?
00:59:15:Dok¹d jedziesz?
00:59:18:Do Madrytu!
00:59:58:Czyta³eœ,, Czarodziejsk¹ górê"?
01:00:01:W tej powieœci wszystko|jest dok³adnie wyjaœnione.
01:00:05:"O urocza piêknoœci organiczna,
01:00:10:nie namalowana ani kamienna,
01:00:14:lecz z ¿ywej,|sprzedajnej materii!
01:00:18:Spójrz na te ramiona i biodra.
01:00:21:Na kwieciste sutki po obu|stronach klatki piersiowej.
01:00:26:¯ebra uszeregowane parami.
01:00:30:Pêpek w miêkkim brzuchu.
01:00:33:Ciemny, seksowny|puch miêdzy udami!
01:00:38:Pozwól mi poczuæ oddech|twych porów tryskaj¹cych potem
01:00:42:i dotykaæ ciebie,
01:00:44:pos¹gu ludzkiego z wody i bia³ka,
01:00:47:anatomicznie|przeznaczonego ziemi.
01:00:51:I pozwól mi umrzeæ
01:00:54:z ustami przyciœniêtymi|do twoich. "
01:01:00:To siê nazywa m³odoœæ!|Ruszaj, Lucero!
01:01:13:Don Luis!
01:01:15:- Gdzie siê pali?|- Musimy porozmawiaæ!
01:01:19:Co mam zrobiæ, ¿eby siê wyprzeæ?
01:01:21:Czego?
01:01:24:Tego! Koœcio³a|katolickiego! Zap³acê!
01:01:27:W³aœnie siê prze¿egna³eœ.
01:01:29:To koniec! Co robiæ?|Mam ksiêdza opluæ? BluŸniæ?
01:01:32:Zaœpiewaæ hymn republikañski?
01:01:34:,, Gdyby ksiê¿a wiedzieli,|jakie pranie dostan¹,
01:01:37:toby g³oœno krzyczeli:|Wolnoœæ, wolnoœæ! "
01:01:42:Mam doœæ mojej matki!|Chcê byæ wolny!
01:01:47:Twoja matka to niez³a mamuœka.
01:01:50:W czym problem?
01:01:52:Chce, ¿ebym zosta³ mnichem!|A ja chcê siê o¿eniæ!
01:01:55:Œwietna myœl.|To dlaczego chcesz siê wyprzeæ?
01:02:00:¯eby matka siê mnie wyrzek³a|Wtedy bêdê móg³ poœlubiæ Rocio!
01:02:04:Skoro tak to widzisz...
01:02:06:Lecz wejœcie na drogê|odstêpstwa to nie zabawa.
01:02:10:Tak jak mnisze œluby cnoty!
01:02:13:- Mnie to mówisz?|- Przepraszam.
01:02:17:- Wierzysz w piek³o?|- Ja tak, ale ona nie!
01:02:23:Co robiæ? Proszê o zaœwiadczenie.
01:02:28:Jakie zaœwiadczenie?
01:02:30:Dokument stwierdzaj¹cy,|¿e siê wyrzek³em koœcio³a.
01:02:32:Wtedy Rocio zobaczy,|¿e zerwa³em z matk¹ i wyjdzie za mnie.
01:02:37:To ju¿ pora obiadowa?|Dobrze, chodŸmy.
01:02:40:Czy tego siê nie|robi w zakrystii?
01:02:43:Nie gadaj i chodŸ ze mn¹.
01:02:46:Przytrzymaj mi konia.
01:02:56:- Dok¹d jedziemy?|- Na obiad!
01:02:59:- A moje zaœwiadczenie?|- Do diab³a! Za³atwiê to ustnie!
01:03:08:Dzieñ dobry!
01:03:11:Koœció³ ci¹gnie do pieniêdzy.
01:03:14:Rocio, pos³uchaj tego!
01:03:16:Otó¿ mê¿czyzna ten|wyrzek³ siê koœcio³a
01:03:21:i zosta³ ekskomunikowany.
01:03:23:Co jest na obiad?
01:03:26:Gulasz! Cudownie!
01:03:27:- Co to za wyg³upy?|- Ty wyjaœnij.
01:03:31:Ekskomunika za twoj¹ mi³oœæ.|Pójdê dla ciebie do piek³a.
01:03:34:Nie dotykaj mnie.
01:03:36:Dla ciebie liczy siê|tylko twoja matka!
01:03:39:Nie rozumiesz?
01:03:40:Dlatego siê wyrzek³em koœcio³a.|Ukochana, pozwól, ¿e wyjaœniê.
01:03:44:Co siê sta³o?
01:03:46:Nic.|Juanito w³aœnie pokaza³, ¿e ma jaja.
01:03:50:Pardon. Zosta³ apostat¹|i uwolni³ siê od jarzma swojej matki.
01:03:54:- Ci karliœci maj¹ klasê.|- On nie ¿artuje?
01:03:58:Zosta³a zupa?|Do gulaszu musi byæ zupa.
01:04:01:Przyniosê.
01:04:03:Czy mogê siê zgodziæ|na takie wyg³upy?
01:04:08:A jeœli nawet, gdy|matka siê dowie...
01:04:12:Zabije go.
01:04:14:Gorzej. Wydziedziczy.
01:04:17:Nie œmiejmy siê z niego.|Zrobi³ coœ,
01:04:21:co siê zdarza tylko|w powieœciach.
01:04:32:Moja matka siê nie liczy!
01:04:35:Mo¿emy spêdziæ|miesi¹c miodowy w Pary¿u.
01:04:38:- Zamieszkamy w Madrycie?|- Gdzie zechcesz!
01:04:41:Naprawdê? Nie chcê ¿yæ tutaj.
01:04:45:Wakacje bêdziemy spêdzaæ|w San Sebastian!
01:04:51:- Nie martw siê tak.|- S³ucham?
01:04:54:Myœlisz, ¿e jestem g³upia?
01:04:57:Juanito! Nie teraz!
01:05:08:Nadal tu stoisz i siê zadrêczasz.
01:05:15:Rocio ma prawo wyjœæ|za kogo zechce.
01:05:19:- Ale ona go nie kocha.|- Kocha, na swój sposób.
01:05:22:W przeciwieñstwie do Wiolety|ona musi wyjœæ za m¹¿.
01:05:27:Jak widaæ, niekoniecznie!
01:05:29:Rzecz w tym,|¿e Wioleta jest weterynarzem.
01:05:32:Ma dobr¹ pracê i|nikogo nie potrzebuje.
01:05:35:Ale co ma zrobiæ|niewykszta³cona Rocia?
01:05:39:Przez ca³e ¿ycie staæ|za lad¹ w sklepie?
01:05:41:- To nie jest sekretark¹?|- Nie.
01:05:44:Pomaga mi w sklepie,|który odziedziczy³am po mê¿u.
01:05:46:Bo mój m¹¿...
01:05:51:- Dlaczego mnie tu przyprowadzi³eœ?|- Ja?
01:05:53:Przepraszam, to ja.
01:05:55:To znaczy nie. Moje nogi!
01:06:03:Uton¹³ w³aœnie tutaj.
01:06:07:Twój m¹¿?
01:06:09:Rok temu.|Latem przyjechaliœmy tu na piknik.
01:06:13:Nalega³am, ¿eby|pop³ywa³ po jedzeniu.
01:06:18:Chwyci³ go skurcz.
01:06:22:Wci¹¿ to widzê, nawet teraz.
01:06:24:To by³o tam, o tam.
01:06:30:Nagle siê zanurzy³.
01:06:33:I ju¿ nie wyp³yn¹³.
01:06:36:A ja, idiotka,|myœla³am, ¿e on nurkuje.
01:06:41:Zostawi³ mnie sam¹! Na wieki!
01:06:47:Masz przecie¿ ojca, siostry...
01:06:55:Ale¿ Fernando. Ma¿ to m¹¿!
01:07:01:Rozumiem,|ale mo¿esz ponownie wyjœæ za m¹¿.
01:07:08:Taka m³oda, mi³a...
01:07:13:I taka piêkna.
01:07:19:Gdy tylko ciê ujrza³em...
01:07:21:- Jestem porz¹dn¹ kobiet¹.|- Oczywiœcie.
01:07:24:- Oszala³eœ!|- Pocieszê ciê!
01:07:27:Ale nie nad rzek¹!
01:07:33:- Ratunku!|- Zaczekaj! Bo¿e, co robiæ?!
01:07:38:- Rzuæ mi linê!|- Sk¹d mam j¹ wzi¹æ?!
01:07:42:- Tonê!|- Fernando, tylko nie ty!
01:07:52:£ap!
01:07:54:Z³ap mocno!
01:07:58:B³agam, trzymaj siê!
01:08:12:B³agam, wybacz!
01:08:22:Mój Bo¿e.
01:08:24:Opi³em siê wody.
01:08:27:Wybacz mi, wybacz!
01:08:30:Poca³uj mnie, kochany.
01:08:34:To moja wina. Ju¿ ci lepiej?|Powiedz, ¿e ju¿ lepiej.
01:08:37:Ju¿ lepiej.
01:08:41:Zobacz.
01:08:43:Tylko nie nad rzek¹!|O mój Bo¿e!
01:08:48:Tak, Fernando, tak!
01:09:02:- Banda ³otrów!|- Sk¹d to przysz³o?
01:09:04:- Z Madrytu.|- Najlepsze jest zakoñczenie.
01:09:09:,, Nale¿y sprawiæ|by triumf monarchii
01:09:12:robi³ wra¿enie popieranego|przez opiniê publiczn¹. "
01:09:15:- Co to?|- Oficjalny telegram.
01:09:17:- Sfa³szowali wybory.|- Jak œmiej¹?
01:09:21:- Pojedziesz z nimi.|- Dok¹d?
01:09:24:- Na spotkanie w Villabuena.|- Nie popieram republiki!
01:09:27:- Te¿ mi apostata!|- Czyli to by³a farsa?
01:09:31:Ju¿ jadê. Dok¹d zechcesz.
01:09:37:Zaczekajcie! Jadê z wami!
01:09:45:Do widzenia, Rocio!
01:09:56:Zaczekajcie!
01:10:00:- Co siê sta³o?|- Fernando wpad³ do wody.
01:10:03:- Do wody? Gdzie?|- Do rzeki, gdzie¿by indziej.
01:10:07:Dlaczego byliœcie nad rzek¹?
01:10:11:Poszliœmy na spacer.|Fernando jeszcze tam nie by³.
01:10:14:- Teraz ma dreszcze.|- Dreszcze? Zapalenie p³uc.
01:10:18:- Jak to siê sta³o?|- Na mi³oœæ bosk¹!
01:10:21:Co to za œledztwo?
01:10:24:Chcê do ³ó¿ka. Ca³y siê trzêsê.
01:10:26:Masz gor¹czkê. Wytrzyj|siê i pod ko³drê.
01:10:27:- Przecie¿ o tym mówi³em.|- Tylko dobrze siê okryj!
01:10:31:Mo¿e najpierw gor¹ca k¹piel?
01:10:34:Lepiej wezwaæ lekarza.
01:10:36:Wystarczy ciep³e mleko|z koniakiem i aspiryna.
01:10:39:- Nie mamy koniaku.|- Jest any¿.
01:10:41:To nie to samo.
01:10:44:- Nape³nij termofory.|- W³aœnie, na stopy!
01:10:47:- Powinien wdychaæ napar z eukaliptusa!|- Najlepiej, ¿eby siê wypoci³!
01:10:51:Ty te¿ siê przewróci³aœ?
01:10:54:¯artujesz? Wyci¹ga³am go z rzeki.
01:10:56:Jakie to dziwne|Wpad³ tam, gdzie uton¹³ Higinio.
01:11:01:Luz, przynieœ any¿.
01:11:11:Nie uwierzycie.
01:11:13:Próbowa³ mnie poca³owaæ|i musia³am go odepchn¹æ.
01:11:22:Nie wiem, co mnie nasz³o.
01:11:24:Myœla³am o Higinio, Fernando mnie|ca³owa³ i zrobi³o mi siê tak dziwnie.
01:11:29:Biedny Fernando.|Te¿ wola³by pojechaæ na zebranie.
01:11:33:Mo¿ecie sobie udawaæ.|Myœla³yœcie, ¿e nie s³yszê.
01:11:38:O czym mia³ybyœmy rozmawiaæ?
01:11:40:Oczywiœcie o Fernando.
01:11:43:Ale jak siê dowiem,|to zobaczycie.
01:11:46:- Lepiej ci?|- To zapalenie p³uc, mówiê wam.
01:11:49:Nie jêcz. WeŸ aspirynê|i popij mlekiem.
01:11:53:- Najpierw inhalacja.|- Przyniosê termofor.
01:11:58:- Ma lodowate stopy!|- I rozpalone czo³o
01:12:01:Usi¹dŸ.
01:12:03:Oddychaj g³êboko. To ci pomo¿e.
01:12:10:To mi siê kojarzy z wod¹,|któr¹ po³kn¹³em!
01:12:13:Daj mu mleko i aspirynê.
01:12:25:Teraz musisz siê wypociæ.
01:12:27:- Nadal jest skostnia³y.|- Zaraz siê ogrzeje.
01:12:30:Dziêkujê wam.
01:12:32:Jesteœcie takie dobre.
01:12:35:Zdrowiej.
01:12:38:Nie odkrywaj siê.
01:13:03:Zdrowie i Republika!
01:13:06:- Precz z klerem!|- Mam wysi¹œæ i ciê spraæ?!
01:13:14:Ksi¹dz mnie nie zna|Jutro znów podpalê koœció³.
01:13:19:- Do jutra.|- Jak to?
01:13:22:Nie idziesz do domu?
01:13:24:Wyrzek³em siê wiary, sta³em siê|republikaninem i przekl¹³em kler!
01:13:28:Teraz mam wróciæ do domu, do matki|i zmówiæ pacierz przed snem?!
01:13:35:- Nic z tego! Zostajê!|- Jak chcesz.
01:13:38:- Gdzie bêdziesz spa³?|- Na sofie.
01:14:06:- To ja, twój ukochany.|- Co to ma znaczyæ?!
01:14:08:- Cicho, Luz siê obudzi.|- Czego chcesz?
01:14:11:Jesteœ taka cieplutka.
01:14:14:Nie musimy nawet braæ œlubu.|W republice bêdzie wolna mi³oœæ.
01:14:19:Wolna mi³oœæ?
01:14:21:Tak powiedzieli na zebraniu|Spytaj ojca!
01:14:27:O co chodzi?!
01:14:29:Co siê sta³o?
01:14:31:To ten egoista.|Zachcia³o mu siê wolnej mi³oœci.
01:14:34:Ty œwinio!|To dlatego zosta³eœ republikaninem!
01:14:38:Wszystko wyjaœniê!
01:14:41:Z nami koniec!|S³yszysz?! Na zawsze!
01:14:48:Wycofujê wszystko!
01:14:50:Nie wyrzeknê siê wiary!
01:14:53:Wierzê w koœció³ rzymski,|katolicki i apostolski.
01:14:58:Nie bêdê republikaninem,|tylko karlist¹ a¿ do œmierci!
01:15:05:Widzia³aœ|Zakrad³ siê do ³ó¿ka jak duch.
01:15:09:I tak macie siê pobraæ.
01:15:12:Oszala³aœ? Zapomnij o tym.
01:15:16:Chcê, ¿eby wszyscy wiedzieli!
01:15:21:Wszystko wycofujê!
01:15:23:,, Umrzemy za Boga, króla i ojczyznê,|tak jak nasi ojcowie! "
01:15:29:A giñ sobie, idioto!
01:15:33:"Król Carlos siêgnie w³adzy szczytu|i wkrótce wjedzie do Madrytu!"
01:15:41:Wreszcie.
01:15:43:- Dok¹d idziesz?|- Chce mi siê piæ.
01:15:58:Nie umiem p³ywaæ!
01:16:09:Uspokój siê!
01:16:12:Tylko nie w rzece.
01:16:15:Na sianie...
01:16:20:Wioleto, kocham ciê.
01:16:25:Rocio, chcê siê z tob¹ o¿eniæ.
01:16:31:Klaro!
01:16:33:Wioleto!
01:16:34:A ja?!
01:16:38:Tylko nie woda.
01:17:24:W tajemnym kraju|¿y³ raz stary artysta,
01:17:29:bogactwem jego by³ magiczny flet.
01:17:33:Pieniêdzy nie mia³|¿a³osny nasz flecista,
01:17:38:na drzewie zatem|swój dom urz¹dzi³ wnet.
01:17:43:Ptaszyny z lasu|budzi³y go co dnia.
01:17:47:Przeklêty babsztyl!
01:17:49:Ptaszyny z lasu|budzi³y go co dnia.
01:17:55:Stary flecista w rewan¿u,|z g³êbi serca,
01:18:00:z dum¹ w swych pieœniach|odpiera³ ptaszkom tak:
01:18:10:Amalio!
01:18:28:Mama!
01:18:30:Ja te¿ frun¹³em|przez ¿ycie tak jak wy,
01:18:34:nie maj¹c celu, ni|gniazda, tylko sny.
01:18:53:Gdy tak lamentujesz|nad swoj¹ mi³oœci¹
01:18:58:zaœpiewam o smutku,|co w sercu jest mym.
01:20:10:Widzisz? Z ka¿dym|rokiem piêkniej¹!
01:20:31:Opera skoñczona?|Opowiedz im, kochanie.
01:20:34:Opowiedz, jak Ameryka|pad³a mi do stóp!
01:20:37:Opowiedz nam!
01:20:38:Nieopisane sukcesy|w Buenos Aires,
01:20:42:Montevideo, Santiago de Chile,
01:20:45:Rio de Janeiro, Caracas.
01:20:48:W Meksyku chcieli|mnie nosiæ na rêkach!
01:20:51:Oczywiœcie odmówi³em.
01:20:52:- ¯eby jej nie obmacywali, jak s¹dzê?|- Tato, przestañ.
01:20:56:On ma racjê.
01:20:58:- Ale¿ z ciebie Otello!|- I na dodatek dumny z tego!
01:21:02:I prawid³owo.
01:21:04:Opowiesz im, czy nie?
01:21:06:Pe³ne widownie,|przed³u¿one kontrakty,
01:21:10:...tony kwiatów.|- I du¿o pieniêdzy?
01:21:13:Spytajcie jego. Ja|jestem artystk¹.
01:21:14:Ogromne wydatki.
01:21:17:- Pyszne grzanki.|- Cudowne.
01:21:19:- Kiedy siê nauczy³yœcie gotowaæ?|- Kto? One?
01:21:22:To Fernando|By³ kucharzem w seminarium.
01:21:26:Przystojny, kulturalny, zaradny.
01:21:30:Ten m³odzieniec to skarb!
01:21:32:Powinieneœ mieæ wreszcie|przyjaciela z prawdziwego zdarzenia.
01:21:36:Mam nadziejê, ¿e nie pijesz?
01:21:39:- Nie, proszê pani.|- Cudownie.
01:21:42:Wybaczcie mi, proszê.|Podró¿ by³a mêcz¹ca. Muszê odpocz¹æ.
01:21:49:Do zobaczenia, kotku.
01:21:51:Dobrze, zostanê z Manolo.
01:21:55:- A prezenty?|- PóŸniej je rozpakuje.
01:21:58:- Ale z niej egoistka.|- Taki wiek.
01:22:01:- Daj buziaczka.|- Odpocznij sobie.
01:22:05:Moje biedactwo. Taka m³oda i...
01:22:08:Mamo, czujê siê œwietnie!
01:22:11:Pos³uchaj mnie. Baw siê,|póki mo¿esz! ¯ycie jest krótkie.
01:22:16:Dziêkujê za œniadanie.|By³o przepyszne.
01:22:21:- Idziesz?|- Nie! Tylko nie ty!
01:22:27:IdŸ pospacerowaæ, zaczerpn¹æ œwie¿ego|powietrza i podziwiaæ przyrodê.
01:22:41:To niesprawiedliwe!
01:22:47:Panie Danglard, proszê|siê nie martwiæ.
01:22:50:Przecie¿ pan wiedzia³,|¿e tak bêdzie.
01:22:52:Chce pan drinka?
01:22:56:- Dlaczego on p³acze?|- Idiota!
01:22:58:Nie widzisz, ¿e to kochanek mamy?
01:23:04:Proszê tam nie iœæ!|To tylko pogorszy sprawê!
01:23:14:Ale¿ ci siê spieszy!
01:23:17:Zaczekaj chwileczkê...
01:23:19:Nie mogê. Czeka³em prawie rok.
01:23:25:Ale¿ nieznoœny!
01:23:30:S³ucham ciê.
01:23:32:Nie by³oby lepiej,|¿ebyœmy teraz odpoczêli?
01:23:36:Nie i jeœli zrobisz scenê,|zostawiê ciê dla Manolo.
01:23:38:Nie! Nie rób tego!
01:23:40:To nie potrwa d³ugo.
01:23:44:Nie zadrêczaj siê.|Nasza mi³oœæ przetrwa wieki.
01:23:47:- Naprawdê?|- Przysiêgam.
01:23:50:A teraz idŸ sobie!
01:23:52:Nie ka¿ mi d³ugo czekaæ.
01:23:57:- ¯al mi go.|- Rozumiem go.
01:24:01:Ale on musi zrozumieæ mnie.
01:24:06:Myœlisz, ¿e dasz radê?
01:24:10:Czy dam radê?
01:24:15:Dam radê, czy nie?
01:24:17:Jeszcze jak! W twoim wieku!
01:24:40:- Kto to?|- Impresario mamy.
01:24:42:- Przedstawisz mnie?|- Daj spokój. Pomó¿ nam.
01:24:46:Dobrze, póŸniej.
01:24:48:Jeszcze ci nie wybaczy³am.
01:24:49:Po prostu nie chcê, by mama|siê dowiedzia³a, ¿e zerwaliœmy.
01:24:54:- Nie martw siê.|- Przestañ mnie ca³owaæ!
01:24:57:Mia³o byæ krótko!
01:24:58:Cztery godziny i 47 minut!
01:25:02:Mierzy³eœ czas?
01:25:04:D¿entelmen tak nie postêpuje.
01:25:07:Jesteœ mi winien wyjaœnienie.
01:25:10:- Us³yszysz je. Poczekaj.|- Znowu?
01:25:13:Amalia jest wykoñczona.|Daj jej pospaæ, do cholery!
01:25:17:Pos³uchajcie, jaki|zadowolony z siebie!
01:25:20:- Wasz ojciec jest bezwstydnikiem!|- Racja, panie Danglard.
01:25:23:- Tato, republika zwyciê¿y³a!|- To pewne?
01:25:26:- Tak!|- Ca³e Madryt oszala³!
01:25:28:ChodŸmy to uczciæ!|IdŸ po flagê.
01:25:32:Co mnie obchodzi wasza republika!|¯¹dam wyjaœnieñ!
01:25:37:- O co ci w³aœciwie chodzi?|- Ty mnie pytasz?
01:25:41:Mnie, który traci fortunê|by ona by³a szczêœliwa i mog³a œpiewaæ?
01:25:46:A trasa po Ameryce?
01:25:49:Kompletne fiasko.
01:25:51:Dlaczego tego nie|zaka¿¹ raz na zawsze?
01:25:55:- Czego?|- Cholernej operetki!
01:25:58:Straci³em tysi¹ce!
01:26:01:Co najgorsze,|gdy skoñcz¹ mi siê pieni¹dze,
01:26:05:...twoja ¿ona mnie rzuci.|- Ale¿ sk¹d!
01:26:08:Amelia kocha ciê szczerze.
01:26:11:- Tak myœlisz?|- Powiedzia³a mi.
01:26:14:To dlaczego...
01:26:17:Gdybyœ pan nie by³|zaœlepiony namiêtnoœci¹,
01:26:21:rozumia³byœ, ¿e to|ja jestem rogaczem.
01:26:23:- Ty?|- Oczywiœcie!
01:26:26:Chyba masz racjê.
01:26:28:Amalia zdradza mnie tylko z tob¹.
01:26:32:IdŸ, uca³uj j¹.
01:26:35:Choæ nie zas³ugujesz|na tak¹ kobietê.
01:26:57:Dlaczego go wyrzuci³am?|Chcia³ wejœæ do mojego ³ó¿ka!
01:27:01:Dobrze zrobi³aœ.
01:27:03:Tacy mê¿czyŸni jak Juanito|rozdziewiczaj¹ dziewczynê i porzucaj¹.
01:27:09:- Chyba jesteœ jeszcze...?|- Oczywiœcie, mamo.
01:27:12:A ty, Wioleto?
01:27:15:Mo¿na?
01:27:17:Co za nudziarz!|O co znów chodzi?
01:27:20:Chcia³em ci tylko powiedzieæ,|¿e jestem tu.
01:27:24:Dobrze. Wiem.
01:27:26:Czy mogê siê teraz|nacieszyæ córkami?
01:27:30:Oczywiœcie. Ale|wiesz, ¿e tu jestem.
01:27:36:Gdybym pozna³a takiego mê¿czyznê,|mo¿e zmieni³abym zdanie.
01:27:40:Owinê³aœ go sobie wokó³ palca.
01:27:42:Szkoda, ¿e to mi siê nie uda³o|z waszym ojcem.
01:27:46:Ma³¿eñstwo nie pasuje do ciebie.
01:27:49:Nie jesteœ do tego stworzona.|Faceci to egoiœci.
01:27:54:ZnajdŸ sobie mi³¹ dziewczynê,|która ciê pokocha
01:27:57:i bêdzie dba³a o dom.
01:28:00:A ty? Do sklepu nie przychodz¹|¿adni mê¿czyŸni?
01:28:04:- Jeszcze ilu!|- Sami starzy.
01:28:08:- Czy tylko starcy maj¹ pieni¹dze?|- Co zrobiæ?
01:28:11:Na dodatek trac¹ zainteresowanie,
01:28:15:gdy kobieta przestaje byæ piêkna.
01:28:17:A ty? Chyba ciê|zaca³ujê na œmieræ!
01:28:23:Nikt na mnie nie zwraca uwagi.
01:28:26:Wszyscy s¹ samolubni.
01:28:28:- To nie zauwa¿y³aœ?|- Czego?
01:28:31:Nie mówcie jej!
01:28:33:- Zakocha³a siê!|- Cicho!
01:28:35:- W kim?|- Po¿a³ujecie!
01:28:39:A jak myœlisz? W Fernando.
01:28:42:W tym kucharzu?
01:29:04:Jak ci idzie?
01:29:13:Smakuje ci?
01:29:17:Higinio tak nie potrafi³.
01:29:19:Jesteœ kompletnie nietaktowna.
01:29:22:Widzisz, mamo?|Ci¹gle mnie beszta!
01:29:24:- Co siê sta³o?|- W tym miejscu uton¹³ m¹¿ Klary.
01:29:29:Nie szkodzi. Daj skosztowaæ.
01:29:39:Pyszne. Higinio tak nie potrafi³.
01:29:51:Dlaczego to dziecko|jest takie roztrzêsione?
01:29:54:Po prostu rozpuszczone.
01:29:56:Mam sk³adniki na sa³atkê.
01:29:59:- Wioleta coœ upolowa³a?|- Jeszcze nie wróci³a.
01:30:03:Manolo, przysz³a moja mama!|Znowu jest republikank¹!
01:30:08:Skoro Burbonowie odeszli...
01:30:10:Czerwony i ¿ó³ty|zrobi³am z d¿emu.
01:30:13:Purpurowy z soku buraczanego.
01:30:16:Dziêkujê w imieniu republiki.
01:30:18:£adna mi republika.|To bêdzie komunizm!
01:30:21:- Proszê tak nie mówiæ!|- To prawda.
01:30:24:- Wracam do Pary¿a.|- Œwietnie!
01:30:28:Mog³abym zaœpiewaæ w Nowym Jorku.|Zawsze o tym marzy³am.
01:30:32:Z now¹ aran¿acj¹, kostiumami
01:30:35:i przynajmniej|90-osobow¹ orkiestr¹.
01:30:39:To by³oby zbyt kosztowne.
01:30:42:Szybko ci siê zwróc¹ koszty,|gdy zrozumiej¹,
01:30:45:¿e Broadway to pop³uczyny|w porównaniu z operetk¹.
01:31:01:Dona Amalia jest|œpiewaczk¹ kabaretow¹?
01:31:09:- Zostaw mnie.|- Co ja ci zrobi³em?
01:31:12:Martwi³em siê o ciebie.
01:31:17:IdŸ sobie, jesteœ œwini¹!
01:31:20:Dlaczego?
01:31:22:- Zawsze im przytakujesz.|- Komu?
01:31:26:Rocio, Klarze i Wiolecie!
01:31:29:A mnie nie lubisz.
01:31:33:Ja ciê nie lubiê?
01:31:34:Polubi³em ciê od|pierwszego wejrzenia!
01:31:37:To dlaczego zawsze|siê uganiasz za nimi?
01:31:38:- Myœlisz, ¿e jestem œlepa?|- To coœ zupe³nie innego.
01:31:42:Tak? To idŸ sobie do nich!
01:31:51:Nie rozumiesz, ¿e|to ciebie kocham?
01:31:54:- Mnie?|- Tak, ciebie, g³uptasie!
01:32:06:To dlaczego...?
01:32:08:Co siê dzieje?
01:32:18:Moje biedactwo!
01:32:34:- Na co patrzycie?|- Jaka dobrana para.
01:32:44:Pierwsza mi³oœæ.
01:32:47:Taka czysta, niewinna|i uduchowiona...
01:32:56:Rzeczywiœcie uduchowiona.
01:32:58:Jezus, Maria, Józef!
01:33:01:Nie mo¿e jej pozbawiæ cnoty!
01:33:03:Przeklêty seminarzysta.
01:33:07:- Oszala³aœ?|- Chcê ich tylko przestraszyæ.
01:33:13:A teraz... œlub!
01:34:46:Ale¿ Luz...
01:34:48:Muszê byæ pewna.
01:34:51:- Czego?|- ¯e mnie kochasz.
01:34:55:Przecie¿ wiesz.
01:34:58:Nie chcê,|¿eby siê skoñczy³o tak jak z nimi.
01:35:02:- Z kim?|- Z moimi siostrami.
01:35:07:Z tob¹ jest inaczej.
01:35:10:Chcê siê upewniæ.
01:35:20:PóŸniej, jeœli nie bêdziesz mnie kocha³,|zd¹¿ysz odejœæ.
01:35:26:Nikomu nie powiem.
01:35:34:Ale najpierw chcê,|¿ebyœ zrobi³ ze mn¹ to, co z nimi.
01:36:10:- Co siê sta³o?|- Coœ strasznego!
01:36:14:- To straszne!|- Co znowu?
01:36:21:To kara boska!
01:36:28:Na mi³oœæ bosk¹!
01:36:39:Jak móg³ to zrobiæ?|Tak kocha³ dobr¹ kuchniê.
01:36:47:TRAGICZNY SENS ¯YCIA
01:37:08:Kto ¿ycie sobie odbiera,|pozbywa siê strachu przed œmierci¹.
01:37:18:To chyba Szekspir.
01:37:38:Pospieszcie siê.
01:37:41:- Jak wygl¹dam?|- Przepiêknie.
01:37:51:Jezus, Maria, Józef!
01:37:56:- I co teraz?|- Nie martw siê.
01:37:59:Teraz Hiszpania jest|republik¹ laick¹.
01:38:04:Uznajcie, ¿e jesteœcie|mê¿em i ¿on¹.
01:38:09:Juanito, idŸ po sêdziego.|Niech coœ z tym zrobi.
01:38:16:Manolo ma racjê.
01:38:18:Jeœli œlub siê odwlecze,|spóŸnimy siê na statek.
01:38:22:Niemo¿liwe. Zaczynamy|w Buenos Aires.
01:38:27:Zawsze chcia³am|zaœpiewaæ,, Ave Maria".
01:38:29:Tak mi na tym zale¿a³o.
01:38:32:Poca³uj pannê m³od¹.|Bêdê czeka³a na pierwszego wnuka.
01:38:47:Szybko! Poci¹g odje¿d¿a!
01:38:49:Tato, uca³uj mnie!
01:38:51:- Mamo, napisz do nas!|- Oczywiœcie!
01:38:55:I znajdŸ sobie mê¿a!
01:39:07:Mam nadziejê, ¿e|bêdziecie szczêœliwi.
01:39:13:Bardzo szczêœliwi.
01:39:19:Dbaj o ni¹, bo bêdziesz|mia³ do czynienia ze szwagrem.
01:39:26:- I chcê byæ ojcem chrzestnym.|- Ty idiotko!
01:39:29:Szybciej, ju¿ rusza.
01:39:32:Mi³oœæ to cierpienie,|ale ty siê dobrze bawi³eœ.
01:39:41:£otr z ciebie.
01:40:28:¯egnaæ siê to czêœciowo umieraæ,|jak napisa³ poeta.
01:40:32:Przeciwnie.
01:40:33:- Ten, kto zostaje, umiera ca³kowicie.|- Nie wyg³upiaj siê.
01:40:37:Daj buziaka.
01:40:40:- Bezpiecznej podró¿y.|- Danglard, obejmij mnie.
01:40:44:Oczywiœcie, mój przyjacielu.
01:40:57:- Poca³uj.|- Szkoda, ¿e jedziemy, prawda?
01:41:03:Nie musicie. Zostañcie.
01:41:05:To ze wzglêdu na|przysz³oœæ Fernando.
01:41:07:S³uszna decyzja.
01:41:09:Ameryka to kraj mo¿liwoœci.
01:41:13:Wsiadajcie.
01:41:19:Pamiêtasz, co powiedzia³em, gdy|myœla³eœ, ¿e siê zakocha³eœ w Wiolecie?
01:41:26:To, ¿e zyska³eœ ziêcia,|ale straci³eœ przyjaciela?
01:41:30:W³aœnie.
01:41:34:Zawsze bêdê twoim przyjacielem.
01:42:23:Ruszaj, Lucero